Negocjowanie nowego auta w salonie

Wielu kupujących wchodzi do salonu z przekonaniem, że cena na szybie jest ostateczna. Nie jest. Dealerzy mają marżę, mają miesięczne plany sprzedażowe i mają budżet na rabaty. Pod koniec kwartału ten budżet jest szczególnie elastyczny.

Nie pytaj: "Czy mogę dostać rabat?" Pytaj: "Jakie warunki mogę dostać, jeśli zdecyduję się dzisiaj?" To zmienia dynamikę rozmowy. Sprzedawca nie mówi "tak" lub "nie", tylko zaczyna szukać rozwiązań.

Negocjuj też poza ceną: ubezpieczenie, pakiet serwisowy, dywaniki, przyciemnianie szyb, dodatkowa gwarancja. Salon często ma na to osobny budżet i chętniej dorzuci dodatki niż obniży cenę widoczną na fakturze.

Używane auto od osoby prywatnej

Tu zasady są inne. Osoba prywatna nie ma planów sprzedażowych ani budżetu rabatowego. Ma natomiast emocje, pośpiech i często nierealne oczekiwania cenowe.

Twoją przewagą jest informacja. Sprawdź cenę rynkową identycznych modeli. Wejdź na ogłoszenie i zobacz, od kiedy jest wystawione. Jeśli wisi od trzech tygodni, sprzedający jest coraz bardziej zmotywowany. Sprawdź historię pojazdu, raporty szkodowości, serwis.

Na spotkaniu nie krytykuj auta wprost, bo to zamyka rozmowę. Zamiast "Ten lakier jest w tragicznym stanie" powiedz: "Widzę, że lakier wymaga poprawek. Ile to może kosztować? Myślę, że z tysiąc złotych." Budujesz uzasadnienie obniżki, a nie atak na sprzedającego.

Komis - trzecia opcja

Komis to pośrednik, który zarabia na marży. Cena wywoławcza jest zazwyczaj zawyżona o dziesięć do dwudziestu procent. Wiesz o tym? Świetnie. Komiśnik też wie, że wiesz.

Dlatego w komisie negocjacja jest wręcz oczekiwana. Jeśli nie negocjujesz, to komiśnik się cieszy, ale trochę się dziwi.

Kluczowa technika: zawsze pytaj o historię auta w komisie. Jak długo stoi? Od kogo kupili? Czy ktoś już negocjował i zrezygnował? Każda odpowiedź daje Ci dodatkowe argumenty.

Kiedy odpuścić, a kiedy walczyć o każdy grosz

Nie każda negocjacja kończy się obniżką ceny. Czasem auto jest wycenione uczciwie, sprzedający nie ma pola manewru, a Ty naprawdę chcesz ten konkretny samochód. W takiej sytuacji walka o ostatnie dwieście złotych może zepsuć relację i zablokować transakcję.

Umiejętność rozpoznania momentu, w którym warto się zatrzymać, odróżnia dobrego negocjatora od upartego targującego się.

Niezależnie od tego, czy kupujesz nowe auto w salonie, czy używane od sąsiada, jedno się nie zmienia: kto się przygotuje, ten nie przepłaci. A kto jedzie na żywioł, ten płaci za brak przygotowania.